O pieszej pielgrzymce do Rzymu zacząłem myśleć już dwa lata wcześniej.. Najpierw byłem pod wrażeniem żywota błogosławionej Doroty ze wsi Mątowy k. Malborka. Ta świętobliwa niewiasta już kilka wieków wcześniej pieszo peregrynowała w obie strony do Rzymu. Później czytałem o współczesnych mi pielgrzymkach z Polski. Stolarz z Kartuz przed kilku laty szedł do Rzymu 57 dni. Pewien młodzieniec ze Słupska szedł dwa miesiące. Mało tego, pewna Włoszka w wieku bodajże 72 lat doszła pieszo z Rzymu do Częstochowy. Na trasie dowiedziałem się o polskiej staruszce, która odbyła podobną pielgrzymkę w przeciwną stronę. Te ostatnie dwa przykłady były dla mnie wsparciem w chwilach wątpliwości, lub zniechęcenia z powodu np. niepogody. Skoro staruszka była w stanie przejść tę trasę, to ja „chłop w sile wieku” też przejdę bez większego problemu. I istotnie, z Bożą pomocą, udało mi się dojść w bardzo dobrym czasie, bo w 38 dni. Gdyby na pielgrzymkę patrzeć w kategoriach sportowych, to byłby rekord Polski., ale nie o to tu chodzi.